Dżungla we włoskim stylu

Za każdym razem, gdy zaczynam myśleć, że Włochy już mnie niczm nie zaskoczą, to okazuje się, że jestem w błędzie. Przez 13 lat żyłam w przekonaniu, że we Włoszech jedynie nie działają urzędy publiczne ale okazało się też, że niektóre firmy prywatne nie tryskają ani skutecznością działania, ani wydajnością. O tak, mówię tu o nie byle jakiej ale o dość potężnej firmie telekomunikacyjnej, która w telewizji "przechwala się" co pół godziny swoimi super promocjami i która to zostawiła mnie na pastwę losu trzy miesiące bez świata wirtualnego. Ale nie mam zamiaru was tu zanudzać moimi żalami, bo wszystkie myśli negatywne zostawiłam wraz ze starym rokiem. Dziś raczej będzie o tym, jak Infostrada (bo to właśnie o niej mowa) zafundowała mi niespodziewanie powrót do ery preinternetowej przenosząc mnie w świat dawnych czasów kiedy to byłam dzieckiem komunizmu a nie konsumpcjonizmu. 

Nigdy nie sądziłam, że w XXI wieku, w cywilizowanym kraju europejskim (przynajmniej tak mówią) nadal można powrócić do czasów gdy oczekiwało się na podłączenie nowej linii telefonicznej w nieskończoność. Mi takie czasy kojarzą się z moim dzieciństwem, które właśnie dane mi było przeżywać w epoce komunistycznej. Pamiętam, gdy każda mała rzecz cieszyła naprawdę. Gdy pisało się ręcznie listy a prace domowe odrabiało się w bibliotece bo w domu nie było Google. 



Pamiętam moment, kiedy na wieść o dostępności pewnej liczby numerów telefonicznych do rozdania wszyscy zaczęli składać podania. Moi rodzice również owe podanie złożyli a nawet zdołali kupić czerwony telefon, co wcale nie było to łatwym zadaniem. Niestety telefon musiał czekać z nami końca komunizmu by móc z niego korzystać. Pamiętam do dziś wielkie pragnienie telefonowania do mojej rodziny i moich przyjaciół ale skoro lini nie było to przynajmniej po kryjomu wykręcałam sobie numery symulując rozmowy telefoniczne. To było wówczas ekscytujące. 

Pamiętam również czasy przedświąteczne i wypisywanie ręcznie pocztówek z życzeniami. Dziś takich praktyk już nie urządza się. Wystukuje się na klawiaturze kilka słów i wszystko idzie drogą elektroniczną. Takie życzenia dostaje się masowo i globalnie, bo zdaża się nawet że jeden mail jest zaadresowany jednocześnie do 100 osób. Ale ja, w tym roku, dzięki Infostradzie maili nie pisałam. Za to otrzymałam życzenia pisane ręcznie na kartkach z papieru, zaklejonych w kopercie ze znaczkiem i adresowane ręcznie za co Infostrado dziękuję ci niezmiernie. 


Dziękuję także za doświadczenie emocji podczas gotowania. Odcięta od sieci zmuszona byłam święta Bożego Narodzenia szykować używając prawdziwych książkek, starych czasopism i starych zeszytów z przepisami, brudząc palcami umaczanymi w mące, bądź w tłuszczu tym razem papier zamiast monitor tabletu czy klawisze komputera. Brak internetu uzmysłowił mi również, że ja nie mam prawie żadnych książek kulinarnych i przy najbliższej okazji muszę dokupić sobie kilka pozycji bo i prawdę mówiąc wolę prawdziwy papier od technologii. 


Dziękuję Infostradzie również za darmowy odwyk od internetu. Wiadomo, że Internet to złodziej czasu, siądziesz na pięć minut a wstajesz od komputera po 5 godzinach. Dzięki nadwyżce czasu nadrobiłam trochę zaległości w czytaniu. Trochę esejów o etnografii, trochę o Kalabrii. W ten sposób wyjaśniło mi się co nieco i zdołałam ułożyć sobie myśli o blogowaniu. Tak, tak, blog będzie kontynuowany! 


Ach, zapomniałam na koniec dodać, że tym razem południowa Calabria nie nawaliła ale całą parą dali plamę północni polentoni. Czy ja zdołam kiedykolwiek zrozumieć ten kraj?

Etykiety: , ,